Pierwszy Nowojorkski Festiwal Filmu zaczął się od gali z klasą




Gwiazdy na medal

7-8 Maj 2005
Nowdy Dziennik

"Byle tak dalej" - tak pewnie można by podsumować czwartkową wieczorną galę na Manhattanie, od której rozpoczął się pierwszy nowojorkski fetiwal polskich filmów.

Mimo że impreza miała miejsce w dzień roboczy (czy w nowojorkskim tygodniu są w ogóle inne dni?), w kinie Amerykańskiego Cechu Reżyserów Filmowych przy 110 W 57 Ulicy na Manhattanie stawiło się około 300 osób, w tym przedstawiciele polonijnej i amerykańskiej śmietanki, etniczne media, a także niezrzeszeni kinomani i wielbiciele talentu Elżbiety Czyżewskiej, której retrospektywa stanowi jeden z wątków festiwalu. Ta gala z klasą była połączeniem prezentacji ambitnego polskiego kina z blaskiem roztaczanym przez gwiazdy i gwiazdeczki. Oficjalną część poprzedziło przyjęcie, na którym w kolejce po wędzonego łososia , tartinki czy mazurka można było pogawędzić lub prznajmniej otrzeć się o tak znane postaci, jak Czyżewska, Monika Markowicz - żona jednego z najzamożniejszych Polaków w USA, jak wybitny fotograf Ryszard Horowitz i żona Anna Bogusz czy Jan Milewicz - właściciel jednej z najlepszych agencji modelek w Wielkim Jabłku. Byli też przedstawiciele kanału HBO, dokumentalistka Hanna Polak i Magdalena Piekorz, reżyserka głośnego filmu "Pręgi", który pokazywany był niedawno na nowojorkskim festiwalu "Nowe filmy, nowi reżyserzy". Rewelacyjne przekąski zapewniłą Tania Restaurant z New Jersey, a eleganckie ciasteczka były dziełem przyjaciółki Elżbiety Czyżewskiej - Nancy Weber, która jest pisarką, a zarazem prowadzi własną firmę cateringową. Poza typowymi dylematami każdej giełdy towarzyskiej (jak porozmawiać z 10 osobami w ciągu godziny i ogonić się od nudziarazy) nie obyło się bez niespodzianek. W pewnym momencie grupa otaczająca stoisko z nyowym piwem Harnaś (browar Okocim jest jednyum ze sponsorów festiwalu) zaczęła śpiewać spontanicznie "Happy birthday". Okazało się, że Ryszard Horowitz miał tego dnia urodziny.

Uwagę wielu, w tym reportera "Nowego Dziennika", zwracała przemiła dziewczyna o makijażu jak z filmów z lat 50. i seledynowej kreacji. "Nazywam się Aj'a Jade Beattie i przyjechałam specjalnie z Vancouver, żeby spotkać panią Czyżewską" - powiedziała nam 23-letnia studentka, która dorabia sobie pośrednictwem w handlu nieruchomościami i poradami na temat makijażu. Beattie, której ojciec jest dramaturgiem, obejrzała kilka lat temu oparty na biografii Czyżewskiej film "Anna" i z miejsca uznała ją za swoją idolkę. "Kupiłąm nawet prawo do przypisania jednej z gwiazd pani Elżbiecie" - powiedziałą. Prowadzona przez nią strona internetowa www.elzbietaczyzewska.com to prawdziwe kompendium wiadomości na temat legendy polskiego kina.

Część oficjalną przed projekcjami filmów poprowadzili Anette Insdorf, dyrektor Instytutu Filmoznawstwa na Uniwersyecie Columbia i największa propagatorka polskiego kina w USA, oraz Olek Krupa, jeden z nielicznych polskich aktorów, któremu udało się zrobić karierę w amerykańskim filmie i teatrze. "Spędziłem Elżbietą więcej czasu w łóżku niż z jakąkolwiek inną kobietą" - powiedział aktor, mając na myśli w "Polowaniu na karaluchy", sztuce Janusza Głowackiego zianspirowanej nowojorkskimi przejściami Krupy i Czyżewskiej.

"Nigdy jeszche cyba nie byłam tak wzruszona" - powiedzialą konsul RP w Nowym Jorku Agnieszka Magdziak- Miszewska, przypinając do kołnierza eleganckiej czarnej sukni Czyżewsiej odznaczenie Zakładam, że ten medal przyznano aktorce,która wciąż się rozwija" - podziękowała dowcipnie bohaterka wieczoru. Ci, którzy zostali do końca projekcji (m.in. głośny dokument "Dzieci z Leningradzkiego" i film Agnieszki Holland "Julia wraca do domu"), mieli szansę spotkać się jeszcze z Williamem Fichtnerem, odtwórcą głównej roli w filmie Holland, który podbiłpodobno - swoją urodą żeńską publiczność. Prosimy Czytelniczki o wybaczenie, ale adresu jego hotelu nie podamy.