Nowojorska kronika




Przegląd Polski 10 grudnia 2004

GRAŻYNA DRABIK
Nowojorska kronika
(teatr)

Zbliża się koniec roku, mili Czytelnicy. Nie do wiary, ale koniec. Przeleciał - także w teatrach, jak wszędzie, lawiną przeciętności, piaskiem nudy, ziarenkami rutyny, kamykami klęsk, i od czasu do czasu błyskiem skrzydła natchnienia i wyobraźni.

Oto częściowy raport z frontu intensywnego sezonu:

Jeden niepełny sukces, lecz rzecz bardzo atrakcyjna wizualnie i miła uchu muzycznie, nieco melancholijna, nieco skoczna - Belle Epoque. Raz jeszcze podjęli współpracę choreograf Martha Clarke i dramaturg Charles L. Mee. Jak we wcześniejszym taneczno-dramatycznym przedstawieniu Vienna: Lusthaus (gdzie zajaśniała wdzięcznie i przekonująco Elżbieta Czyżewska), przywołują tutaj ducha końca epoki, gdy nieświadomi nadchodzących klęsk ludzie tańczą na krawędzi otchłani.

Tym razem znajdujemy się w kafejce paryskiej, gdzie piękne panny kuszą kankanem, dojrzałe kobiety bawią frywolną piosenką, a absynt obiecuje chwilową błogość i zapomnienie. Krzyżują się tu losy młodych i starych, bogatych i tych z marginesu, zdrowych i skażonych. Przy jednym ze stolików - Henri de Toulouse-Lautrec, wielki artysta uwięziony w maleńkim i pokrętnym ciele (utalentowany Mark Povinelli z mocnym, dźwięcznym głosem). Kpi ze wszystkich i wszystkiego, marzy o prawdziwej miłości, zapija się i maluje z pasją. Robert Israel i Jane Greenwood odtwarzają w natchniony sposób koloryty obrazów Toulouse-Lautreca, mieniące się intensywnie czarną falbanką, czerwoną pończochą, błyszczącym lakierkiem i cylindrem w tajemniczych półcieniach oświetlenia, co jest zasługą Christophera Akerlinda.

Wszystko tu właściwie wygląda perfekcyjnie. Doceniamy malowniczość przedstawienia. Słuchamy z przyjemnością Joyce Castle jako Yvette, śpiewającej z perfekcyjnym wyczuciem kabaretowe piosenki. Bawi złośliwie zabawna Ruth Maleczech jako La Goule, pół klown, pół niewinne dziecko. Trudno oczy oderwać od zgrabnych wygibasów Roberta Besserera w roli tancerza-gimnastyka Valentina. Od kankanów dziewcząt. Od dystyngowanej postawy Honory Fergusson jako Madame Adele, arystokratycznej matki Toulouse-Lautreca. Także muzyka w wykonaniu zespołu pod kierunkiem Jill Jaffe brzmi świetnie. I tylko jakbyśmy wszystko oglądali przez szybę - podziwiamy, lecz pozostajemy raczej chłodno obojętni.

Może brak właściwego tonu całości. Może problem nawet nie na scenie, lecz na widowni. Żal, że publiczność, w większości dostojnie siwowłosa, wydaje się ospała, jakby z nadmiaru dobrobytu. Może błędem była próba stworzenia nastroju kafejki na Montmartrze w luksusowym Mitzi E. Newhouse w Lincoln Center, którego byt gwarantuje - jak większości solidnie zabezpieczonych teatrów non profit - baza subskrybentów wywodzących się z burżuazji średniej klasy, dysponująca wolnym czasem.

Sala powinna być wypełniona starymi i młodymi, odwiedzający artyści powinni podpatrywać kunszt tych na scenie, zakochani tulić się do siebie, grupka podlotków puszyć dumnie, że udało im się wślizgnąć na ciut może zbyt "dorosłe" przedstawienie... Lecz skąd wziąć taką zróżnicowaną i żywą publiczność, jeśli bilety niebotycznie drogie.

Nic dziwnego, że teatr osiada na mieliznach nudnawej poprawności. Bezpieczniej zabawiać i ostrożnie tylko wzruszać. Zbyt to ryzykowne przedsięwzięcie, by straszyć zmniejszające się stadko dojnych krów. Wołać przejmującym głosem, że źle się w królestwie Danii dzieje. Że śmierć jest przecież zwykłą i nie najgorszą częścią ludzkiego losu. Radość często gorycz w sobie kryje.

Martha Clarke i Charles L. Mee, Belle Epoque. Reżyseria: Martha Clarke, scenografia: Robert Israel, kostiumy: Jane Greenwood, oświetlenie: Christopher Akerlind, dźwięk: Scott Stauffer, kierownictwo muzyczne: Jill Jaffe. Obsada: Vivienne Benesch (Suzanne), Rob Besserer (Valentin), Joyce Castle (Yvette), Tomé Cousin (Chocolat), Honora Fergusson (Madame Adele), Ruth Maleczech (La Goulue), Mark Povinelli (Henri de Toulouse-Lautrec), Michael Stuhlbarg (Francois), Paola Styron (Celeste). Premiera 21 listopada, przedstawienia do 2 stycznia, The Mitzi E. Newshouse, Lincoln Center.