FOT. (C) REUTERS Dolny Manhattan przypomina krajobraz po wybuchu wulkanu. Pokryte grubą warstwą białego pyłu ulice, kawałki papieru, fragmenty szkła i gruzu. Przerażeni, poranieni, zszokowani i zdezorientowani ludzie szukają schronienia w okolicznych sklepach.
- To jest gorsze niż Pearl Harbor! - krzyknął biegnący ulicą mężczyzna pokryty od stóp do głów białym kurzem.
Michael Walters, fotoreporter, który w momencie wybuchu znajdował się w pobliżu południowej wieży Trade Center i robił zdjęcia płonącego budynku, z płaczem mówi o ludziach, którzy skakali z okien, żeby się ratować. - W tym momencie przestałem robić zdjęcia. Co innego fotografować pożar, a co innego ludzi, którzy skaczą po pewną śmierć.
Młoda dziewczyna siedząca w karetce pogotowia była w pobliżu World World Center, kiedy eksplodowały szyby. - Odrzuciło mnie na chodnik po drugiej stronie ulicy. Przez kilkanaście sekund nic nie widziałam. Obawiałam się, że straciłam wzrok. Na szczęście mam tylko skaleczoną rękę.
- Usłyszeliśmy huk, a potem zobaczyliśmy, jak lecą kawały gruzu - relacjonowała Harriet Grimm, która w chwili wybuchu znajdowała się w księgarni na pierwszym piętrze World Trade Center. - Każdy krzyczał, płakał, biegał. Policja, ludzie, strażacy, wszyscy - mówił Mike Smith, jeden ze strażaków. Ludzie opowiadali o ciałach wypadających z budynków i o ludziach, którzy sami wyskakiwali, żeby się ratować.
Władze próbowały ewakuować 50 tysięcy ludzi znajdujących się akurat w budynku. - To przyszło jak tornado - mówiła Shirley Bates, którą ewakuowano. Pracowała na 88. piętrze World Trade Center. Clyde Ebanks, wiceszef firmy ubezpieczeniowej z siedzibą na 103. piętrze, właśnie miał zebranie. - Spójrzcie tam! - krzyknął nagle jego szef. Gdy Clyde odwrócił głowę, zobaczył, jak samolot uderza w sąsiedni budynek. Razem z innymi rzucił się do ucieczki. Zbiegli po schodach do 70. piętra, gdy budynek zatrząsł się od uderzenia drugiego samolotu.
- Byłem na 82. piętrze, kiedy uderzył samolot. Poczułem wstrząs, budynek się zachwiał. Gdy razem z innymi próbowałem dostać się do windy, okazało się, że nie działa. Zaczęliśmy schodzić w dół schodami. Kiedy dotarliśmy się do pierwszego piętra, okazało się, że drzwi są zablokowane. Szybko pobiegłem do wyjścia po przeciwnej stronie. Potem nastąpiła eksplozja i zgasły wszystkie światła. Udało mi się wydostać przez tunel metra - mówi mieszkaniec New Jersey, przykładając chusteczkę do zakrwawionej twarzy.
- Dowiedziałam się o wszystkim od mojej siostrzenicy, która zadzwoniła z Warszawy. Najpierw myślałam, że to jakiś głupi dowcip. Potem pobiegłam na Times Square - mówi aktorka Elżbieta Czyżewska, która mieszka w środku Manhattanu. Uderzyła mnie przerażająca cisza. Tłumy ludzi stały w kompletnym milczeniu. Można było wyczuć strach, że to samo może wydarzyć się również tutaj. Na Times Square mieszczą się studia sieci telewizyjnych i wszyscy wpatrywali się w ekrany, żeby się dowiedzieć, co dzieje się w dole Manhattanu. Największe wrażenie - podkreśla aktorka - zrobił jednak na mnie umieszczony na białych płachtach papieru napis, który wywiesili naprędce robotnicy budowlani pracujący na Times Square: "Módlcie się za rodziny i ofiary. Niech Bóg błogosławi Amerykę".
W World Trade Center pracuje około 50 tysięcy ludzi. Nie wiadomo, ilu z nich znajdowało się w budynku. Nie wiadomo, ilu udało się ujść z życiem. Na takie dane trzeba będzie poczekać. - Zostaliśmy kompletnie zaskoczeni atakiem - przyznał burmistrz Rudi Giuliani w rozmowie z reporterem stacji telewizyjnej ABC. - Byliśmy przygotowani na najgorsze. Nie wierzyliśmy jednak, że to się stanie.
Manhattan po ataku terrorystycznym został odcięty od świata. Wszystkie mosty i tunele łączące wyspę z New Jersey po drugiej stronie Hudson River zostały zamknięte w obawie przed kolejnymi atakami terrorystycznymi. Linie telefoniczne jakiś czas nie działały, podobnie jak telefony komórkowe. Zamknięto wszystkie lotniska, a nad Manhattanem pojawiły się myśliwce F-16. Nie pracuje nowojorska giełda, a tysiące mieszkańców dolnej części miasta zostało ewakuowanych.